Blog o filmach, serialach i szeroko pojętej kinematografii.

piątek, 23 lutego 2018


Gdy ogłoszono tegorocznych nominowanych do Oscara nie mogłam ukryć zaskoczenia, że „Nić widmo” otrzymała aż 6 wyróżnień. Nie dlatego, iż z góry zakładałam, że będzie to zły film, ale dlatego, że o filmie wiedziałam doprawdy niewiele i przechodził on przez wszelkie gale bez większego echa. Kiedy wreszcie mogłam obejrzeć tę produkcję na wielkim ekranie zostałam zaskoczona po raz kolejny.




Film przedstawia historię Reynoldsa Woodcocka, znanego w całym Londynie krawca, wiodącego niezwykle zorganizowane, wręcz perfekcyjne życie, do momentu gdy na jego drodze staje kelnerka o imieniu Alma. Bohater w mgnieniu oka zakochuje się w uroczej dziewczynie, która doszczętnie burzy  jego harmonię. 


Fabuła nie jest szczególnie rozbudowana, opiera się na prostym założeniu, że miłość nie wybiera i może zakwitnąć w nawet najbardziej toksycznym środowisku, wywracając życie do góry nogami. Zwraca uwagę, że uczucia mają różne podłoże i okazywane są na wieloraki, czasem nietuzinkowy sposób, przez co relacje pomiędzy bohaterami momentami bardziej niż miłość przypominają perwersyjna i szokująca gra kochanków, w której wszelkie chwyty są dozwolone, a stawką jest dominacja.


Nie sposób nie wspomnieć  tu o aktorstwie, ale co tu dużo mówić, wystarczy wspomnieć, że w postać głównego bohatera wciela się Daniel Day-Lewis i wszystko jasne. Aktor jak zawsze stawia poprzeczkę wysoko i dosłownie staje się graną przez siebie postacią, sprawiając że myśl, iż jest to ostatni film w jakim go zobaczymy boli jeszcze bardziej.  Znakomicie wypadła również Lesley Manville w roli zaradnej i stanowczej siostry głównego bohatera, bryluje ona na ekranie i przyćmiewa Vicky Krieps w roli Almy.


Jest jednak w tym filmie coś co wyróżnia go na tle pozostałych. Z reguły większą uwagę skupiam na aktorstwie, zdjęciach czy scenariuszu, pojawiające się w filmach kostiumy zwykle nie przykuwają mojej uwagi wystarczająco mocno, jednak w tej produkcji jest zupełnie inaczej. Kostiumy nas po prostu hipnotyzują, są perfekcyjne, aż chce się ich dotknąć, nie sposób nie zakochać się w nich od pierwszego wejrzenia. Podobnie jest z muzyką, autorstwa Jonny’ego Greenwooda, gitarzysty zespołu Radiohead, która towarzyszy nam na każdym kroku. Jest ona bardzo klasyczna i wyrazista, a momentami mroczna, przez cały film mocno zaakcentowana. Już dawno nie było produkcji, do której kompozycja muzyczna tak bardzo by mnie zachwyciła. Mimo rewelacyjnego aktorstwa to właśnie te dwa elementy jakimi są kostiumy i muzyka najbardziej zapadły mi w pamięć, przemieniając seans w prawdziwą ucztę dla zmysłów.


Z jednej strony można narzekać na fabułę, która momentami wydaje się zbyt nużąca, ale z drugiej strony trzeba przyznać, że film jest perfekcyjny, a każdy jego element jest dopracowany w najmniejszym stopniu, podobnie jak kreacje tworzone przez  głównego bohatera. To produkcja na tyle specyficzna, że po seansie albo się ją pokocha albo znienawidzi. Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy.

Moja ocena: 8/10




Źródło zdjęć: http://www.imdb.com, https://cuindependent.com


3 komentarze:

  1. Zgoda! To jak najbardziej wyśmienite, kunsztowne i piękne kino

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że takie filmy są mniej nagłaśniane czasem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, ostatnimi czasy lepiej sprzedaje się kontrowersja niż piękno

      Usuń